Epidemia, której nikt się nie spodziewał
W 1732 roku Poznań nawiedziła nietypowa katastrofa – nie dżuma, nie ospa, ale epidemia biegunki. W czasach, gdy nie znano jeszcze bakterii, braku higieny nie postrzegano jako źródła zagrożenia. Tymczasem w mieście zabrakło czystej wody, a warunki sanitarne – nawet jak na XVIII wiek – były fatalne. Zakażenie rozprzestrzeniło się błyskawicznie, obejmując nie tylko dzielnice biedoty, ale również tereny należące do klasztorów i szlachty.
Śmierć przez odwodnienie
Współczesnemu czytelnikowi może się to wydać nieprawdopodobne – biegunka jako śmiertelne zagrożenie. Ale właśnie tak wyglądała codzienność przed wynalezieniem elektrolitów i rozumienia infekcji jelitowych. Wystarczyło kilka dni bez nawodnienia, by dzieci i starcy umierali setkami. Śmierć była cicha, nieefektowna, ale nie mniej brutalna niż podczas dżumy.
Katastrofa, która nie zostawiła pomników
O tej epidemii nie uczą w szkołach. Nie ma jej w podręcznikach historii, bo nie miała bohaterów ani spektakularnych bitew. Ale to właśnie ona pokazuje, jak łatwo było w XVIII wieku stracić kontrolę nad miastem. Choroba nie potrzebowała armii, by zająć Poznań – wystarczyło, że zanieczyszczono źródło wody.
Zapomniany epizod, który uczy pokory
W dobie nowoczesnej medycyny trudno wyobrazić sobie, by biegunka paraliżowała całe miasto. Tymczasem w 1732 roku Poznań był przykładem, że największe zagrożenia nie zawsze mają dramatyczne oblicze. Czasem zaczynają się od kubka wody.
Na podstawie: Kukło C., 2009, Demografia Rzeczypospolitej przedrozbiorowej

